17 lutego 2013

ROZDZIAŁ PIERWSZY

     Oto początek naszej historii. Jak każda, zaczyna się niewinnie. Zapraszam do czytania i komentowania :P



             -Panie Denverclub, czy ma pan w tych spodniach coś interesującego? Bo nie rozumiem, dlaczego nieustannie pan w nie spogląda. – rzuciła Brehmoth, wyglądając znad podniszczonych już okularów. Próbując zachować przy tym grację i styl, podeszła do Denverclub’a, gdy ten zdążył zrobić się już cały czerwony. Na ukrycie przyklejonej prowizorycznie na taśmę kartki z odpowiedziami miał tylko kilka sekund, bowiem Brehmoth szybko przemierzyła już jedną trzecią dzielącej jej biurko od ławki, w której siedział Denverclub. Obgryzionymi paznokciami próbował zerwac taśmę, która nie była tak słaba, na jaką wyglądała. Co chwila spoglądał to na spodnie, to na Brehmoth, która po chwili stała już przy jego ławce.
            -Wstań! – rozkazała krzykliwym głosem.
            Posłusznie niczym piesek, Denverclub wsał z miejsca, lecz zamiast być przestraszonym, najnormalniej w świecie śmiał się Brehmoth w twarz.
            -Co masz na spodniach?
            -Ja? – powiedział kpiąc. –Co miałbym na nich mieć?
            Brehmoth nie odpowiedziała. Przez chwilę wpatrywała się uważnie całemu Denverclub’owi, uważnie przeszukując każdy centymetr jego ubioru. Zrobiłaby wszystko, by go unicestwić i zostawić w tej samej klasie jeszcze na rok. Znalezienie ściągi na tak ważnym teście, byłoby dla niej niepowtarzalną okazją.
            Po chwili wpatrywanie się w Denverclub’a,Brehmoth kazała mu usiąść, po czym z trudem ukrywając oburzenie i niezadowolenie, skierowała się do swojego biurka.
            -Pozostało wam jeszcze dwadzieścia minut. Pospieszcie się. – powiedziała.
            Odrywając wzrok od zadowolonego z siebie Antoniego Denverclub’a zabrałem się ze mój test. Teraz byłem prawie pewny, że w ciągu dwudziestu minut nie zdążę napisac wszystkich dziewięciu pytań, jakie mi pozostały. Mimo to, wziąłem się do pracy, bo te kilka zdechłych kartek, które właśnie przede mną leżało, miało zadecydować o tym, do jakich szkół mam szansę pójść, i na podstawie wyniku, jak będę tam postrzegany. Ostatni krzyk mody nakazywał składac papiery do Alexandre i Ediope – dwóch najlepszych szkół w St Adams. Każdy, kto mógł liczyc na nieco wyższy wynik, od razu wybierał te szkoły, bo myślał, że wyjdzie na inteligenta. Prawda była jednak nieco inna, bo szkoły te były naprawdę elitarne, więc siedemdziesiąt procent uczniów chcących tam iśc spotyka się z rozczarowaniem. Ponadto dziewięćdziesiąt procent wszystkich uczniów Alexandre i Ediope, w ogóle ich nie kończy.
            Jeśli chodzi o mnie, to mogłem tam iśc. Mój poziom był o wiele wyższy od wymaganego, wynik testu też zapewne taki będzie (no nie oszukujmy się, jestem geniuszem), ale od początku nie miałem planów aplikowania do żadnych z tych szkół. Nie chciałem iśc za modą, bo chodzenie za modą jest dla mnie samego nie modne. Poza tym, do Alexandre i ediope aplikują same lamy, plastiki i hipsterzy, by pokazac innym, że wbrew popularnej opinii, są mądrzy i coś porafią… A wszyscy wiedzą, że to nieprawda, oni nie umieją nic.
            Po upływie określonego czasu, czyli dwudziestu minut, które pozostały nam z całych dwóch godzin na wykonanie testu, wszyscy wstali z ławek, by oddać swoje kartki. Byłem jednym z ostatnich w kolejce, by to zrobić. Kiedy jednak chciałem wyjść z Sali, Brehmoth zatrzymała mnie.
            -A pan, panie Hamberton? – zapytała układając testy w równą kupkę. Dużo tego było, powiem. –Alexandre czy Ediope?
            -Destin Pitorie. – odparłem bez zastanowienia.
            Zdziwiona przestała układać kartki.
            -Co?
            -Destin Pitorie. – powtórzyłem. –Wiem, że z moim poziomem nauki, powinienem iść do Alexandre albo Ediope, ale nie dam tam rady. Tutaj jest łatwo, ale tam jest elitarnie. Poziom z kosmosu.
            -Jak możesz tak mówić? Jesteś wspaniałym uczniem, systematycznym i porządnym. Dałbyś radę wszędzie.
            Pokręciłem głową. Wiedziałem, że zarówno Brehmoth, jak i reszta nauczycieli w szkole, ma mnie za dobrego. Wiedziałem też, że spotkam się z krytyką, gdy tylko wspomnę o Destin Pitorie. Nie była to zła szkoła, bo do złej szkoły bym nie poszedł, ale nie było to Alexandre.
            -Mimo wszystko, ja już wybrałem. – powiedziałem.
            Brehmoth z powrotem wzięła się za układanie sprawdzianów, które zostały od tak rzucone na jej biurko.
            -Dobrze, jak chcesz, to twoja decyzja, jedyne o mogę, to życzyć ci powodzenia. – powiedziała uśmiechając się do mnie.
            -Dziękuję, do widzenia. – odparłem odwzajemniając uśmiech i wychodząc z klasy.
            Na zewnątrz aż roiło się od trzecioklasistów. Jedni po teście, drudzy, czekając właśnie na jego napisanie. Nie zwracając na nikogo zbytnio uwagi, wkroczyłem w tłum i skierowałem się wzdłuż korytarza. Na dziś pozostał mi tylko oddzielny test z wiedzy geograficznej, po to by w Destin Pitorie wybrać konkretny profil, i w końcu mogłem wrócić do domu.
            Po chwili doszedłem do Sali geograficznej. W środku czekał na mnie już nauczyciel. Usiadłem w ławce i zabrałem się za pisanie.
           
            Kiedy wróciłem, w domu nie było nikogo. Wszedłem do pustego mieszkania, od razu powitany falą zadowolenia związanego z całym miesiącem wakacji. Akurat ja, oskarżony o to, że i tak nic nie robiłem, mógłbym się oburzyć. Z pewnością było to najbardziej pracowite jedenaście miesięcy w moim życiu.
            Rozebrawszy się, usiadłem do komputera. Przejrzałem tylko skrzynkę pocztową, zebrałem kilka pól w przeglądarkowej grze w farmerów, włączyłem muzykę i zacząłem grać w jakieś przypadkowe gry. Jednak w pewnym momencie na ekranie pojawiło się okno telewizji z wiadomościami. Tak, zapomniałem, punkt szesnasta, lecą wiadomości, które ostatnio polubiłem.
            Nic nowego jednak się nie wydarzyło. Ktoś kogoś zgwałcił, pociąg się przewrócił i wypadek, w którym zginął jakiś bardzo znany ksiądz, o którym w życiu nie słyszałem. Na koniec jak zwykle bilans tygodnia. Dzisiaj granicę przekroczyły dwie osoby, w ciągu całego tygodnia, dziewięć.
            To idiotyczne, ale ludzi wciąż przybywało.

10 komentarzy:

  1. Ah tak. Jeej, przepraszam, że się tak wpierdolę tu w komentarze, ale czuję się urzeknięta (czy jakby tego nie odmienić) po prostu tym całym... wszystkim, że tak ogólnie rzecz wezmę :3 Znaczy po pierwsze tytuł bloga, opowiadania, cokolwiek... Po prostu taki trochę, jak akurat lubię. No i sam rozdział. Moim zdaniem całkiem dobry (a trochę się już naczytałam), jest pewnie parę jakichś błędów, ale kto ich kurwa nie robi, nie? Ogólnie główny bohater trochę mi przypomina mnie samą (geniusz, nie? xD, nieno...), lubię go :3 A to dobrze, bo nieciekawie jest nie lubić głównego bohatera tak od samego początku. A ten drugi koleś? Jakiś taki, niby tylko troszkę wspomniany, ale też będzie ważny? Jak dla mnie, to tak błysnął tajemniczością ;D Jeezu, jak ja pierdolę dzisiaj xD
    Ale ważne, że mi się podoba i chętnie czytałabym dalej, o ile byś mógł, Oskarze, informować mnie na moim blogu o nowych rozdziałach?

    Jeśli to nie problem :D
    http://stories-from-garden-of-eden.blogspot.com/

    +Mógłbyś w ustawieniach bloga usunąć tę blokadę obrazkową? Bo szlag trafia po pewnym czasie xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Shit.
    Produktywne rozpoczęcie komentarza zawsze spoko. Dawno takowych nie pisałam więc proszę nie liczyć na długi poemacik ;d
    Osobnik powyżej wypowiedział się w sposób nienaturalnie mądry jak na ... Nie oszukujmy się, to jednak nadal jest Lizzie ;3 Ale jak wszyscy to wszyscy ^^
    Przeczytałam to sobie i tak kminie "nie mam ochoty nic pisać". ... . Chwila kmniny i przebłysk: "ALE KAŻDY LUBI KOMENTARZE ! <3" = tak więc jestem .___.
    Przyjemnie się czyta, nawet jeżeli ma się na twarzy wymalowaną minę z Wos'u wziętą "Czytam, ale nie wiem co czytam". Już tłumaczę, easy xD. Chodzi mi o to, że tak ni z dupy ni z pietruchy mamy rozkminiać "co? kto? jak? gdzie? kiedy? po co? ". I to właśnie kocham xD
    Nie piszę więcej bo blokada obrazkowa .__.
    Napisz mi o nowym xD Gdziekolwiek xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się twój styl pisania, taki... książkowy. PotrafiPotrafiłeś mnie wciągnąć już samym początkiem ;p takie pytanie, czy inspirujesz sie może jakimiś książkami, bo takie mam wrażenie ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się twój styl pisania, taki... książkowy. PotrafiPotrafiłeś mnie wciągnąć już samym początkiem ;p takie pytanie, czy inspirujesz sie może jakimiś książkami, bo takie mam wrażenie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie inspiruje się żadną książką. W sumie to umiem się dostosować i pisać różnymi stylami, raz tak, raz tak xD Pzdr ;)

      Usuń
  5. Po pierwsze dzięki za komentarz na moim blogu, to na pewno jeden z tych które będę sobie czytać jak zabraknie mi motywacji w pisaniu :)
    A jeśli chodzi o o twoje opowiadanie, to fajnie się zaczyna-lubię takie wbicie się w środek historii, bez wprowadzenia. Szkoła z dobrym poziomem, do której tak naprawdę chodzą ludzie którzy nic nie umieją, może dziwnie brzmieć, ale wiem o co chodzi, sama chodzę do szkoły pełnej takich lansiarzy. Ogólnie przyjemnie się czyta i już nie mogę się doczekać kiedy się coś wydarzy ...wracam do czytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Woow. Jestem zaskoczona, oczywiście pozytywnie! ;) Z wielką chęcią wciągnę się w ten niesamowity świat. Jesteś świetny. Ten pierwszy rozdział.. naprawdę czułam się jakbym czytała książkę jakiegoś sławnego pisarza. Oby tak dalej! ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem krótko, bo nie jestem zbyt dobra w komplementach...
    Zajebiste i koniec kropka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz od cholery literówek i powtórzeń. Miejscami jest trochę niechlujnie. Sprawdzać tekst przed publikacją.

    A tak poza tym? Czytało mi się lekko, szybko i przyjemnie. Na temat fabuły się nie wypowiem, bo po jednym fragmencie nie można wyrobić sobie zdania.

    OdpowiedzUsuń