Witam, Jezu... proszę, oto wasz kolejny, piąty już, rozdział. Czytajcie i koniecznie komentujcie...! Przepraszam za tą wieeeelką przerwę i obiecuję, że będę starał się pisać i wrzucać rozdziały w miarę regularnie. Nie, codziennie nie dam rady, ale jeden na tydzień będzie na pewno. Jeszcze raz przepraszam za przerwę i zapraszam do czytania, bo są jakieś konkrety, tak myślę... Ok, Oskar, Shut Up! xD
Moim
skromnym zdaniem, pani Jawellin, była kompletną kretynką. W sumie, nie mam
żadnych podstaw, by tak twierdzić. W konfrontacji z kimkolwiek, nie miałbym
kompletnie żadnych argumentów. Tak po prostu myślałem, smutne, ale gdy tylko ją
zobaczyłem, pomyślałem, że żadnego nauczyciela, w ciągu całego tego miesiąca,
nie nazwałem kretynką. Ona była więc pierwsza, bo uczyła historii, a ja
historii nienawidziłem, bo w historii było dużo głupich ludzi, a ja głupich
ludzi wręcz nie znoszę.
Właśnie
trwała jedna z pierwszych lekcji z panią Jawellin. A to dlatego, że Jawellin
była podobno bardzo chora, że prawie umarła, ale dziś nam wytłumaczyła, że chęć
spotkania się z nami ją wyleczyła. Gdyby zrobić tak samo ze mną, umarłbym trzy
razy, za każdym razem zmartwychwstając.
Pani
Jawellin weszła do klasy z ciemnoniebieskim dziennikiem. Była wysoka, nosiła
duże okulary i miała chyba z pięćdziesiąt lat (w sam raz, by taką nienawidzić).
Potem, nic nie mówiąc usiadła przy swoim biurku, otworzyła dziennik i zaczęła
sprawdzać obecność. Ja oczywiście z niewiadomych powodów byłem jednym z
pierwszych.
-Adam
Hamberton. – powiedziała.
-Jestem.
– odparłem.
-Adam
Hamberton?
W
klasie zapadła cisza.
-Czy
jest pan Adam Hamberton?
-No
mówię, że jestem. – powiedziałem jeszcze raz.
Wstała
i spojrzała na mnie jakbym właśnie przywalił jej w twarz.
-Proszę
wstać, panie Hamberton. – wstałem. –Czy przychodząc do tej szkoły, ktoś
powiedział panu, że do nauczyciela nie zwraca się takim tonem?
No
nie, to mnie rozwaliło. Pewnie zaraz zacznie się wykład o kulturze i byciu
uprzejmym, a ja tylko powtórzyłem tej głuchej babie, że jestem.
-Jeżeli
mam być z panią szczery, to nie, nikt o niczym podobnym mi nie mówił. –
odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Nie?
– zapytała zdziwiona.
-Nie,
wydaje mi się, że takie rzeczy wie się z domu i z życia codziennego, ale z domu
wie się też, że uszy trzeba myc. W domu to się nawet robi. – powiedziałem.
W
klasie rozległy się chichoty.
Jawellin
przez chwilę nic nie mówiła. Wpatrywała się we mnie jak w nie wiadomo co,
zapewne próbując wymyśleć jakąś ripostę. Chyba jej nie wyszło.
-Siadaj,
nie będę rozmawiała z kimś takim jak ty.
Boże,
gorszego suchara nie mogłem wymyślić. Mógłbym się jeszcze z nią
powygłupiać, ale szczerze nie miałem na to ochoty. Na marginesie brakowało mi
jeszcze kilkudziesięciu kwiatków, a same do końca lekcji się przecież nie
narysują. Usiadłem, a Jawellin kontynuowała sprawdzanie obecności. Potem kazała
napisać temat, trochę pogadała i kazała coś tam poczytać w podręczniku.
Z
lekcji historii to chyba tyle.
Potem
lekcje jakoś dziwnie mi się dłużyły. Mijała lekcja za lekcją, lecz zamiast
czterdziestu pięciu minut, mi wydawało się jakby trwała ona z półtorej godziny.
W przerwach między lekcjami też nic nie miałem do roboty, oprócz odpędzania się
od durnego Johna Pen… Pendo… Pendocośtam, nie wiem, nie pamiętam jak miał na
nazwisko. Trochę mały jak na swój wiek podsiadł się do mnie, kiedy ja, jak
normalny, cywilizowany, niewinny człowiek siedziałem pod ścianą jednego z
korytarzy i na telefonie surfowałem po Internecie.
-Cześc
Adam. – powiedział.
-Cześc?
– odparłem.
-Co
robisz?
-Nic.
-No
przecież widzę, że siedzisz na internecie.
-Tak,
to po kiego się pytasz, chłopczyku?
Wkurzyłem
go, bo on nie lubił jak się do niego mówiło chłopczyku, malutki, czy coś.
Chwilę udawał naburmuszonego, po czym rozsiadł się koło mnie na dobre, również
opierając się o ścianę i patrzył mi prosto w telefon, teraz już z zadowoleniem.
-Co
tam pisze ciekawego?
-Nie
mówi się „pisze”, tylko „jest napisane”. – bąknąłem.
-No
ok, to co tam pisze interesującego?
-W
ostatnim tygodniu tylko sześć osób, jak na ostatnie czasy, to nie dużo. Poza
tym, nic ciekawszego.
-Aha.
– powiedział, po czym wlepił wzrok w ścianę myśląc nad pytaniem jakie mógłby mi
zadać. On wiecznie pytał. Przy każdej możliwej okazji. Czasem jego pytania były
kompletnie bez sensu, w ogóle z dupy wyciągnięte. Nawet nie wiecie jak mnie
irytował, bo gadał praktycznie bez przerwy. Gęba zamykała mu się tylko na
lekcjach, bo z tego co zdążyłem zauważyć, to był idiotą, jakich sporo.
Wiedziałem,
że zaraz coś wymyśli, więc postanowiłem się jak najszybciej stamtąd ulotnić,
zanim zada kolejne idiotyczne pytanie. Bo wiecie, znam go tydzień, ale już
wiem, że jak wejdzie w rytm, to go za cholerę nie uciszycie i nie da wam żyć, a
mi zostało jeszcze ponad piętnaście minut przerwy.
-Idę
do sklepiku na dole. Nie, nie możesz iść ze mną. – powiedziałem, szybko
założyłem torbę na ramię i zszedłem schodami w dół na parter, gdzie znajdował
się sklep. Był on duży, aż za duży, jak na szkołę. [tak porównując, to był on
wielkości biedronki, ale nie mogę tego tu napisać, bo to nie nasze realia, więc
tego tu nie ma xD]
Na
korytarzu na parterze nie było prawie nikogo, bo wszyscy prawie mieli lekcje na
górze. Prawie, bo siedziała tam Amanda z Patrickiem i Natanem. Pochyleni nad
teczką, którą zawsze Amanda miała przy sobie nawet nie zauważyli, że tamtędy
przechodziłem i że zwolniłem, kiedy ich zobaczyłem.
Szalenie
mnie interesowali. Nie wiem dlaczego, tak po prostu, byli niezwykli i koniec.
Nie mogłem okiełznać mojego zainteresowania nimi, tej ciekawości, co jest w
teczce, kim są oni. Matko Boska, Adam, oni są tylko zwykłymi uczniami Destin
Pitorie i koniec, nic więcej!
Przechodząc
obok nich chciałem zajrzeć do teczki, zobaczyć przynajmniej kawałek tego, nad
czym tak siedzą i myślą. Pochyleni nad teczką, skupieni, nie zwracali uwagi na
nic, co działo się dookoła nich. Amanda zasłaniała większą część teczki
włosami. Nie będąc w stanie odczytać ani jednego słowa z tego, co tam chowali,
poszedłem dalej, w kierunku sklepiku. Potem, to wszystko nie chciało dać mi
spokoju.
Nie
wiem, nie wiem kurwa czemu.
*
Wróciłem
do domu z głową pełną myśli o wiadomych sprawach. Co chwila w mojej głowie
rodził się kolejny scenariusz, na temat tego, co też ta trójka knuje. Może
kogoś zabiją, albo wysadzą szkołę, albo nie wiem, orgię jakąś organizują i
rozmyślają kogo w jakim miejscu usadowić, żeby było wszystko dobrze. Nie miałem
pojęcia.
Rodzice
byli już co prawda w domu, ale nie
chciało mi się z nimi gadać. Przywitałem się tylko wesoło, jak na syna dobrego
przystało i zaszyłem się pokoju, który zdążyłem posprzątać. Na biurku siedział
Eduardo, a raczej na moim podręczniku z Chemii, za który dostałem dzisiaj
zjeby, bo go zapomniałem.
Usiadłem
na krześle przy biurku i zacząłem zastanawiać się, co teraz zrobić. Byłem
zmęczony, musiałem się trochę pouczyć, bo jakiś sprawdzian nam zapowiedzieli na
po jutrze z Matematyki, a materiału było dużo. Wyciągnąłem książkę z
matematyki, ale zobaczywszy co tam jest, pospiesznie go zamknąłem i włączyłem
komputer, by zobaczyć co nowego na naszym ciasnym świecie. Nic, nic nowego.
Położyłem
się na łóżku i nie robiłem nic.
*
Kolejnego
dnia był piątek. Jak zwykle przyszedłem za wcześnie i siedziałem ponad pół
godziny pod salą, przeglądając bez celu atlas. Potem ludzie zaczęli gromadzić
się pod klasą geograficzną, w której miała się odbyć pierwsza lekcja, czyli
godzina wychowawcza. Nie było połowy klasy, bo to pierwsza lekcja i w sumie
najmniej ważna. Przyszła za to Amanda, tym razem bez Patricka i Natana. Tak jak mogłem się spodziewać, znowu z teczką.
Lekcja
minęła szybko. Kilka informacji, jakaś zmiana w planie i konkurs na jakiś durny
plakat o zdrowiu.
Wychodziłem
ostatni, zaraz za Amandą, kiedy w pewnym momencie, trzymana przez nią w rękach
teczka spadła jej na ziemię, a cała jej zawartość wysypała się na ziemię.
Dziewczyna zrobiła się cała czerwona. Najszybciej jak tylko potrafiła,
próbowała pozbierać kartki, które jej wypadły. Schyliłem się, by jej pomóc.
-Idź
stąd! – warknęła.
-Chcę
ci pomóc. – powiedziałem.
-Nie
potrzebuję niczyjej pomocy, idź!
-Ale…
-Spierdalaj,
powiedziałam!
Odsunąłem
się.
Amanda
zdenerwowana wpakowała wszystkie upuszczone kartki do torby, wyginając je i
gniotąc, byleby jak najszybciej je schować przed światem. Potem odeszła, prawie
biegnąc.
Ja
tymczasem stojąc i patrząc w ścianę jak wryty, myślałem nad tym co zobaczyłem.
O kuurczę *_*
OdpowiedzUsuńMogę wytknąć parę błędów? Mogę! Dziena!
" -Adam Hamberton. – powiedziała.
-Jestem. – odparłem."
Po "Hamberton" i po "jestem" nie powinno być kropki.
" -Proszę wstać, panie Hamberton. – wstałem."
A tutaj kropka jest i bardzo dobrze, ale "wstałem" powinno już być wielką literą ;D
Jednego nie zaczaiłam... Oni mają lekcje w soboty? :O
Bo skoro sprawdzian miał być po jutrze a następnego dnia był piątek... Przechlapane ;o
Amanda, Amanda... Dziwna jest. Nie lubię jej XD
Przybliż tych jej kolegów bardziej :D
I CO MAJĄ ZNACZYĆ EMOTIKONY W TEKŚCIE?! Hola, hola! Jaszczureczko! Nie rób tak, ok? Proooszę? :D <3 Dziena ;* (ach, ten talent do przekonywania ;D)
Pendocośtam <3
Lubię Cię. Serio, pisz, bo Ci wychodzi ;D
Życzę weny i pozdrawiam ;*
Omg... jestem idiotą, rzeczywiście, z tą sobotą to była wpadka, w ogóle o tym nie pomyślałem, a powinienem. Niedopatrzenie, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie, chociaż, mógłbym być wredny i zrobić im lekcje w sobotę... ;> Ale nie, postaram się to poprawić, chociaż nie wiem, czy nie będzie trzeba przerobić połowy tekstu. Pieprze, nie przerabiam xD Ok, więc jak już się tłumaczę, to sorry za te emotikony, porażka, ale tego jednego tam, to da się usunąć. Tak baj de łej to oczywiście jestem otwarty na krytykę, zdrową oczywiście, a interpunkcja to mi średnio wychodzi. Wrzucam przecinki gdzie nie trzeba, a niekiedy w ogóle ich nie daję... Boże, po co ja się tłumaczę, Oskar, spokój. Okej, polecajcie dalej i wytrwale czytajcie, bo niedługo jakaś może akcja będzie, albo cuś xD
OdpowiedzUsuńDobra, więc nie podoba mi się że wszyscy tu nie lubią rudej, sorry ona jest ruda więc musi być fajna ;p (zagadka, jaki mam kolor włosów ;p). Nie będę chyba oryginalna jak napisze że polubiłam głównego bohatera. Ale naprawdę super się czyta przez to, że narratorem jest główny bohater, bo z samych dialogów nie moglibyśmy go tak poznać jak z jego komentarzy i opisów. Kończę bo jest po 1.00 a chcę jeszcze przeczytać szósty rozdział :)
OdpowiedzUsuń