Szybko
zamknąłem drzwi, nawet nie zwracając uwagi na to, czy robię to cicho czy
głośno. Musiałem coś zrobić. Ale sam nie dałem rady. Z resztą, co innego
mogliśmy zrobić jak tylko uciekać, albo modlić się, że nie przyszli tu po nas.
Musiałem obudzić resztę.
-Amanda!
– powiedziałem, szturchając ją. –Amanda, wstawaj, już! Amanda!
-Czego
chcesz?! – spytała zdenerwowana.
-Przestań
się burzyć, policja tu jest!
Mina
natychmiast jej zrzedła. Na jej twarzy nienaturalnie szybko pojawił się strach.
-Co
ty pieprzysz?
-Ktoś
walił do drzwi domu – powiedziałem. –Otworzyłem drzwi strychu i usłyszałem jak
wołają.
Amanda
wybiegła z łóżka jak poparzona. Zaraz obudziła Natana i Patricka. Zaspani i
oburzeni wstali, również niedowierzając w moje słowa.
-Co?!
– prawie krzyknął Natan. –Jak oni nas tu znaleźli?
We
czwórkę nie wierzyliśmy w to co się działo. Musieliśmy coś zrobić, uciekać,
albo gdzieś się ukryć. Nie mogli nas znaleźć. Byliśmy przerażeni.
-Musimy
uciekać! – powiedziała Amanda.
-Jak?
Którędy niby? – zapytał Natan.
-Tamtędy
– powiedział Patrick, pokazując na drabinę postawioną przy ścianie strychu. –U
góry jest wyjście na dach, ale jest to jedyna sensowna droga, którą moglibyśmy
uciekać. Z drugiej strony moglibyśmy tylko się tam ukryć, bo nie mam pojęcia
jak zeszlibyśmy na dół.
Usłyszałem
jak babcia Patricka otwiera drzwi policjantom. Wbrew pozorom, wszystko co
działo się na dole było bardzo łatwo słyszalne tu na strychu.
-Okej,
na dach
Najszybciej
jak tylko mogliśmy, wzięliśmy wszystkie swoje rzeczy i postawiliśmy pod
drabiną. Dokładnie rozejrzeliśmy się dookoła czy aby nic po nas nie zostało.
Zabraliśmy wszystkie ubrania i inne rzeczy, które mogłyby wskazywać na czyjąś
obecność tutaj. Zgasiliśmy światło.
Nieprzyjemny
chłód wiał z dworu, kiedy tylko otworzyliśmy klapę na dach. Na zewnątrz już
dawno było ciemno, a nad naszymi głowami wisiało niebo pokryte ciemnymi
chmurami. Natan wszedł na dach pierwszy. Usiadł na krawędzi, stawiając obie
nogi na jednym ze szczebli drabiny.
-Podajcie
bagaże – powiedział.
-Dobra,
tylko żeby nie spadły
Szybko
podaliśmy mu wszystkie torby. Patrick trzymał mu nogi, żeby podnosząc wcale nie
lekkie bagaże nie spadł z drabiny, bo nie byłoby ciekawie. Zwłaszcza, że
spadając nadziałby się na kolce wystające z górnej części bramy. Mielibyśmy
drugiego trupa, pomyślałem. Zaraz jednak odpędziłem się od tej myśli.
-Dobra,
teraz włazicie wy – powiedział Natan, wchodząc już na dach.
Pierwszy
wszedł Patrick. Powoli stawiał nogi na drabinie, ale aż na chwilę się
zatrzymał, kiedy ujrzał dach.
-Matko
Boska, nie spadniemy stąd?
-Dobra,
właź nie gadaj – ponaglał go Natan
Po
Patricku szybko weszła Amanda, a po Amandzie ja. Na nasze szczęście dach nie
był stromy i ku ziemi przechylał się tylko nieznacznie. Bałem się, że nasze
bagaże mogłyby spaść.
-Weźmy
drabinę – powiedziała Amanda. –Nie będą nas tu szukać
Szybko
wciągnęliśmy ją. Nie była lekka, ale w dwójkę razem z Amandą jakoś daliśmy
radę. Potem zamknęliśmy klapę dachu i najnormalniej w świecie czekaliśmy,
równocześnie nasłuchując tego, co dzieje się na strychu, który przed chwilą
opuściliśmy.
-Matko
Boska spraw, by ci policjanci byli debilami i tu nie zajrzeli – wyszeptał
Patrick.
-Widziałeś
kiedyś mądrego policjanta? – spytałem.
Roześmialiśmy
się.
-Zamknąć
ryje, bo idą – powiedziała nagle Amanda.
Zamilkliśmy
i nasłuchiwaliśmy jakiegokolwiek dźwięku ze strychu. Po niedługiej chwili
usłyszeliśmy skrzypiące na dole drzwi i kroki prawdopodobnie dwóch mężczyzn.
-Na
pewno nikogo tu nie ma? – zapytał grubym głosem jeden z policjantów. Słysząc
tylko głos wyobraziłem sobie grubego mężczyznę z wąsem.
-Na
pewno. Przecież wiedziałabym, gdyby ktoś szwendał się po moim domu –
powiedziała stanowczo babcia Patricka.
Przez
chwilę nie odzywali się w ogóle. Prawdopodobnie rozglądali się po strychu, czy
aby nie ukryliśmy się gdzieś tam. Siedząc tak obok Amandy, zaraz przy klapie z
wyjściem na dach, zacząłem zastanawiać się, co babcia Patricka powiedziała
policjantom i kto nas wsypał. Myślenie na ten temat nie miało jednak żadnego
sensu.
-Dobrze,
ale gdyby coś jednak się działo, proszę nas powiadomić – powiedział jeden z
mężczyzn, tym razem głosem nie tak grubym jak ten poprzedni –Będziemy szukać
tej czwórki dalej.
Potem
usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwiami.
Policjanci wyszli.
-Nie
możemy dłużej tu siedzieć – powiedziała Amanda. –Szukają nas, a to nie wróży
nic dobrego. Będą zapewne lepiej patrolować obrzeża Kojyv’u i ten dom. Musimy uciekać
już dzisiaj.
-Dzisiaj,
teraz?
Potrząsnęła
głową, że tak.
Na
dachu siedzieliśmy jeszcze przez kilka minut, by upewnić się, że schodząc na
dół nie wpadniemy i nie napotkamy się twarzą w twarz z policjantami, którzy i
tak napędzili nam już niezłego stracha. Kompletnie nie spodziewaliśmy się
takiego obrotu akcji. Byliśmy tak pewni, że nikt nas tutaj nie znajdzie, że
zaniedbaliśmy bezpieczeństwo. Aż strach pomyśleć, co by się teraz z nami
działo, gdybym się nie obudził i nic nie usłyszał.
Po
chwili zeszliśmy na dół, przedtem jeszcze z trudem ustawiwszy drabinę tak, by
można było po niej spokojnie zejść. Niemal rzuciliśmy bagażami, a potem szybko
ubraliśmy się, bo ubrania pozostawione na jutro były zwinięte i wrzucone pod
łóżko, bo nie było czasu na to, żeby się jeszcze stroić. Dla pewności
zamknęliśmy strych na klucz, dziwiąc się, że wcześniej o tym nie pomyśleliśmy. Babcia
mogłaby wtedy powiedzieć, że trzyma tam coś bardzo cennego, co ma dla niej sentymentalne
znaczenie, czy coś, albo, że na strychu umarł ktoś, wcześniej zamykając się od
środka na klucz. Wyważyć drzwi pewnie byłoby trudno, bo nie były to stare
drewniane drzwi, a solidne drewniane drzwi z mocnymi zawiasami.
Ubrawszy
się szybko, otworzyliśmy drzwi strychu i zbiegliśmy na dół ze wszystkimi torbami
na plecach.
-A
co wy robicie? – spytała staruszka, kiedy spotkaliśmy ją na parterze.
Patrick
westchnął.
-Musimy
już iść
-Jak
to iść? – wyraźnie oburzona, sprawiała wrażenie nieco młodszej. –W nocy, na
warsztaty, w Foue Diegrre? Nigdzie nie pójdziecie.
-Babciu…
-Nie
ma babciu, nie pójdziecie nigdzie, a jak nie, to zadzwonię do twoich rodziców.
To
co zaraz nastąpiło, wydarzyło się bardzo szybko. W jednej chwili Natan,
trzymając w ręku białą szmatkę nasączoną chloroformem podszedł do staruszki i
przycisnął jej ją do ust. Babcia Patricka momentalnie osunęła się na Natana,
który z łatwością złapał ją i położył na kanapę w salonie, przykrywając kocem i
podkładając pod głowę poduszkę.
-Sorry
Patrick, nie mogliśmy ryzykować – powiedział.
-Okej,
ale nic na pewno jej nie będzie? – zapytał, wyraźnie wystraszony.
-Nie,
to środek usypiający, pośpi trochę, odpocznie
Nic
więcej nie mówiąc, pogasiliśmy wszystkie światła w domu i wyszliśmy na
zewnątrz, zamykając za sobą drzwi na klucz. Przez małe okienko nad drzwiami
Patrick wrzucił klucze z powrotem, by można było się z niego wydostać.
-To
co? – zaczęła Amanda – Idziemy. Musimy iść szybko, cicho, omijając wszelkie
większe skupiska ludzi, większe osiedla. Idziemy kilkoma dróżkami, Natan niech
ma w pogotowiu chloroform. Ruszajmy.
Była
wyraźnie wściekła na siebie i na nie wiadomo co jeszcze. Rozumiałem ją, bo
większa część tego co zaplanowała, szlag jasny trafił i tak czy tak, wyprawa
nie przebiega planowo. Bałem się tylko, że coś jeszcze może pójść nie tak, że
coś się stanie i nie będzie tego uniknąć tak łatwo, jak przedtem. Bałem się o
wszystko, babcię Patricka, nas, moich rodziców, Denverclub’a. Jednym słowem
bałem się wszystkiego, czego bać się akurat można było. Do głowy znów przyszły
myśli, co będzie poza granicą, w lesie, w ciemnej mgle, która była tak wielką
tajemnicą dla każdego. Serce waliło mi jak młot, a my tylko spokojnie szliśmy
chodnikiem w stronę niewielkiego, łysego lasku.
Dlaczego tak krótko ?! ;((((((((((((((((((( Ją chce qiecej ;((((((, proszę, myslalalm że coś sie bedzie działo a tu lipa, no nic pozostaje mi czekać na dwunasty
OdpowiedzUsuńPs.sorry za bledy, głupi telefon
Fjnie, fajnie ale to że taki krutki mniej fajnie ;) Dobrze, że mam od razu następny do przeczytania. Ciężko coś napisac o tym rozdziale bo kruciutki ale jeśli chodzi ogólnie o całe opowiadanie to nie wiem jak zakończysz ale fajnie by było na tym że wejdą do lasu i...koniec. Nie chcę się wtrącać, na pewno masz już pomysł na zakończenie i na pewno jest super, ale chodzi mi o to, że fajnie jest smuć przypuszczenia co jest po drugiej stronie.
OdpowiedzUsuńZabieram się za czytanie następnego rozdziału :)