Oto rozdział siódmy. Mam nadzieję, że wiele wyjaśnia i pozwoli Wam trochę inaczej spojrzeć na tą tajemniczą trójkę, a szczególnie na Amandę, która chyba nie przypadła nam do gustu. Jeszcze raz proszę, jak przeczytacie, to skomentujcie, bo komentarze, nawet te negatywne, bardzo mnie cieszą ;) Poza tym, to polecajcie mnie, gdzie się da, jeśli się podoba... Ok, czytać, czytać... ;P
Od
kiedy Amanda popłakała mi się, prosząc bym nikomu nie mówił o ich planach, nie
rozmawiałem z nią ani razu. Ignorowała mnie. Na przerwach nawet na mnie nie
spoglądała, zachowywała się jakby mnie tam w ogóle nie było, tymczasem ja
usilnie zastanawiałem się, co zrobić i jak znaleźć okazję, by z nią porozmawiać.
Od momentu, kiedy rozmawialiśmy po szkole minęło kilka dni.
Była
sobota. Siedziałem w domu, nie robiąc tak naprawdę nic konkretnego. W sumie,
robiłem to co zwykle, siedziałem przed komputerem, trochę rozmyślałem, niekiedy
patrzyłem na mapę albo przeglądałem książki na strychu. Było ich tam całe
mnóstwo, ale mało tych, które w jakiś sposób mogłyby mnie zainteresować. Większość
z nich to biografie i autobiografie jakichś naukowców, odkrywców albo książki
ludzi, którzy snuli swoje teorie na temat tego, co mogło ukrywać się w gęstym
lesie granicznym.
Rodzice
byli w domu, siedzieli i oglądali jakiś film, nie wiem, chyba kolejne
science-fiction o potworach w lesie we mgle. Jasna cholera, las we mgle, las we
mgle wszędzie, w książkach, w telewizji i internecie, o niczym innym się nie
mówi. Nie żeby specjalnie mi to przeszkadzało, czy gorszyło, ale czasami
męczące jest, kiedy słyszysz o lesie i tych, którzy tam poszli kilka razy
dziennie. To tak jakbyś oglądał jeden i ten sam film kilka razy… jednak za
każdym razem inny.
W
końcu, po długich, nie udanych z resztą poszukiwaniach jakiejś dobrej książki
zszedłem ze strychu i postanowiłem pójść do biblioteki, gdzie wybór był
większy. Zawsze mogłeś znaleźć tam coś dla siebie, bo zasoby tej biblioteki
sięgały aż sześciu tysięcy, o ile się nie mylę. Nie wiem jak to wszystko się
tam mieściło, bo szczerze nie wyglądało na to, że jest tego tak cholernie dużo.
Ubrawszy
się więc szybko, wyszedłem z domu i pomknąłem przez jedną z większych ulic
Saint Adams, na której mieszkałem. Wyglądała ona w ten sposób, że po środku
puszczono dwupasmówkę, a po bokach na ładnym, wyłożonym kwadratowymi cegiełkami
chodniku, w kwadratowych dziurach z ziemią postawiono ładne drzewa. Teraz
wszystkie liście praktycznie już opadły, bo od zimy dzieliło nas zaledwie kilka
dni, ale wiosną, zielone liście robiły niesamowity efekt.
Doszedłem
do biblioteki, przywitałem się z panią, która stała za biurkiem i pomknąłem
schodami na górę, gdzie znajdował się dział pod tytułem Kontrowersyjne. Kiedy
znalazłem się już u góry, przejrzałem jakieś tytuły i wiedziałem co wybrać,
kiedy zobaczyłem tytuł Kiedy przeczytasz,
twój światopogląd runie. Lubię takie książki, w ogóle wszystko, po którego
obejrzeniu masz mózg w dupie przez kolejne kilka dni.
Wypożyczyłem
książkę i poszedłem do domu.
*
Wiedziałem, że to znakomita okazja,
by pogadać.
Amanda siedziała sama na murku, słuchając
muzyki. Miała zamknięte oczy i była zamyślona, jak mi się wydawało. Musiała urwać
się z ostatniej lekcji, bo nie było jej.
Było zimno. Zima dawała nam jasne
znaki, że nadchodzi, ale śnieg jeszcze nie padał. Nie lubiłem zimy. Denerwowało
mnie, że głupie wyjście do sklepu zmuszało mnie do tego, by ubierać się pół
godziny, a potem rozbierać, gdy wracam. Zerwał się wiatr, który uczucie zimna
jeszcze spotęgował. Amanda siedziała tylko w grubym swetrze.
-Cześc – powiedziałem, siadając koło
niej na murku.
Nic nie powiedziała. Spojrzała na
mnie, chwilę poczekała i wyciągnęła słuchawki z uszu.
-Cześc – westchnęła. –Mówili coś, że
uciekłam?
Ucieszyłem się. Nie wiem czemu, może
dlatego, że nie rzuciła żadnej chamskiej odzywki ani nie kazała mi spierdalać i
się nią nie interesować.
-Nie, nic. Nic cię też specjalnie
nie ominęło, same pierdoły.
Słabo się uśmiechnęła.
-Chciałeś coś? – spytała.
-W sumie, tak. – odparłem. –Wiem, że
nie chcesz ze mną o tym rozmawiać i przypuszczam, że zaraz wściekniesz się i
powiesz, żebym się nie wpieprzał w moje sprawy. Nie zamierzam cię powstrzymywać,
nie zamierzam nikomu mówić. Chcę tylko żebyś powiedziała mi, dlaczego to
robicie, jaki jest powód.
Milczała. Przez chwilę spoglądając
na mnie, potem odwróciła wzrok i spojrzała przed siebie.
-Bo nie potrafię znaleźć sensu
życia, wiesz? – powiedziała. –Może nie brzmi to jak przemówienie, ale nie
potrafię znaleźć czegoś na tym pierdolonym świecie, dla czego mogłabym żyć. Na chwilę zamilkła, lecz zaraz
kontynuowała.
-Kiedyś myślałam jak nastolatka.
Snułam plany na temat tego kim w życiu będę, że wyjdę z przystojnego i mądrego
mężczyznę, że będą kobietą sukcesu… ale dorosłam i nic nie jest już takie jak
było.
-Co się stało? – spytałem trochę
nieśmiało.
-Miałam wtedy czternaście lat –
powiedziała. –Siedziałam w pokoju i pisałam kolejny wpis w pamiętniku. Pisałam,
że jestem szczęśliwa, że mam w miarę wszystko to, co jest mi niezbędne. Leżałam
na łóżku. Wtedy ktoś otworzył drzwi mojego pokoju. Ojciec. Zazwyczaj nie robił
problemów, ot, ojciec jak ojciec: pracował, popijał piwo, czytał gazety,
nienawidził gejów i buntujących się nastolatków. Wszedł i zapytał co robię.
Chwilę rozmawialiśmy, ale coś nam się nie kleiła rozmowa. Poprosiłam, żeby dał
mi trochę spokoju, bo chciałabym dokończyć wpis. W tym momencie położył mi rękę
na kolanie. – z jej oczu popłynęła łza, a głos stał się mniej wyraźny. –Odepchnęłam
go, ale właśnie w tym momencie posunął rękę wyżej i stał się bardziej
agresywny. Zaczęłam się bronić, ale on był silniejszy. Przytrzymał mnie i
zaczął rozbierać. Krzyczałam, ale wiedziałam, że na nic się to nie zda, bo
matka wyszła, miała dyżur w szpitalu. Rozebrał mnie niemal do naga, a potem sam
się rozebrał. Płakałam, krzyczałam i próbowałam się bronić… nie chciałam się poddać,
ale nie dawałam rady i w końcu to zrobił. Śmiał się przez cały czas, kiedy to
robił, a ja płakałam, płakałam jak jeszcze nigdy wcześniej.
Amanda skończyła opowieść i
popłakała się na dobre. Nie wiedziałem co mam zrobić. Niezbyt śmiało objąłem ją
ręką.
-Przepraszam, nie wiedziałem, że…
-Nikt nie wiedział. – powiedziała przez
łzy. –Jesteś pierwszą osobą, której to mówię. Nie potrafiłam powiedzieć o tym
nikomu.
-Przykro mi, naprawdę.
-Potem powiedziałam matce –
kontynuowała opowieść. – Ale ona mi nie uwierzyła. Dostałam od niej w twarz za
to, że mówię takie rzeczy i kazała mi wrócić do pokoju, a przed tym przeprosić ojca.
Nie zrobiłam tego, tylko powiedziałam matce, że jej nienawidzę.
Nie wiedziałem co powiedzieć.
Wiedziałem, że ma jakiś powód, dla którego ucieka, ale nie sądziłem, że będzie
to coś takiego. Żałowałem, że spytałem. Chciało mi się płakać, ale musiałem
jeszcze o coś zapytać.
-A Natan i Patrick? – spytałem.
-Natan stracił ojca. Ojciec Natana
miał porachunki z mafią w Ferynburgu. Bardzo go kochał, bo był jedyną osobą,
która tak naprawdę kochała jego. Matka ćpa. – powiedziała. –Patrick jest gejem.
Kilka miesięcy temu powiedział o tym rodzicom. Jego ojciec wściekł się i pobił
go, a matka wyzwała od pedałów i ciot. Jest zmuszony by z nimi mieszkać, a oni
są zmuszeni, żeby go nie wyrzucać, bo nie ma jeszcze osiemnastki. Mówi, że
codziennie, kiedy przychodzi do domu, jest wyzywany, a co jakiś czas dostaje w
twarz ze słowami od ojca: „Może ci w ten
sposób pedalstwo z głowy ucieknie”. Chciał się zabić, ale nie pozwoliliśmy
mu z Natanem.
-Nie wiedziałem, że macie tak
poważne problemy. Bardzo mi przykro, nie wiem co mam powiedzieć. – rzekłem.
Po tym co usłyszałem, nie wiedziałem
jak mam się zachować. Nie sądziłem, że mogło przydarzyć im się coś takiego. Było
mi ich żal, tak cholernie żal, że ledwo powstrzymałem się od płaczu. W tym
momencie nie dziwiłem się ani trochę, że chcą uciec. Ja zrobiłbym to dawno.
-Jeśli coś poszłoby nie tak –
powiedziała. –Będziemy musieli wrócić do domów, a tego byśmy nie znieśli. Nasz plan
musi być idealny.
-Kiedy uciekacie? – spytałem.
-Konkretnej daty nie mamy. Wiemy
tylko, że za około miesiąc. Wolelibyśmy, żeby była to wiosna, ale nie chcemy czekać
tak długo, bo z każdym dniem coraz bardziej odechciewa nam się żyć. –
powiedziała. –Rzygać mi się chce, kiedy widzę jego mordę. Matka każe mi być dla
niego dobrą, za to, że go tak niesłusznie oskarżyłam. Idiotka.
-Tego nie da się już naprawić? –
zapytałem. –Nie możecie jakoś spróbować? Porozmawiać z nimi? Wiem, pewnie
jestem śmieszny, ale naprawdę, nie da się tego jakoś odkręcić?
Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
-Ja nie chcę niczego zmieniać. –
powiedziała. –Myślę, że oni też. To już nigdy nie będzie takie samo jak było. A
ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym żyć w zgodzie z kimś takim. Nienawidzę go.
Kiedyś chciałam go nawet zabić.
Potem już nic nie mówiliśmy. Amanda
płakała, ja siedziałem koło niej, lekko ją obejmując. Nie myślałem o niczym.
Było mi smutno jak nigdy wcześniej. Nie, teraz już całkowicie nie dziwiłem im
się, że chcą uciec, teraz wszystko zrozumiałem. Było zimno.
-Chodźmy – powiedziałem. –Robi się
coraz zimniej.
Zeszliśmy z murku przed szkołą i
skierowaliśmy się drużką w stronę głównej ulicy.
Po chwili i ja się popłakałem.
Wybacz Oskarku (mogę tak mówić? ;o), ale nie przeczytała notki, ale nadrobię to w najbliższym czasie. po prostu źle się czułam.
OdpowiedzUsuńZaczęłam jednak pisać opowiadanie o tematyce fantastycznej i przygodowej, może Ci się spodoba :) http://lies-of-our-civil-wars.blogspot.com/
Zapraszam, a notkę przeczytam najprawdopodobniej jutro.
Przeczytałam!
OdpowiedzUsuńBiedna Amanda ;c serio... ale i tak najbardziej szkoda mi Patricka ;c Kurczę, też się popłaczę! TYLE SMUTKU! TY BRUTALU! :OOO
Dobra, co ja miałam... parę błędów było w sensie interpunkcji, ale nie będę się czepiać ;o BO MI SIĘ NIE CHCE MUAHAHAHAHAH (och, jaka ja jestem zua i okrutna!)(znowu pieprzę od rzeczy -.-)
Lubię jak piszesz. Takie to... *__________* o, takie XD
I pisz tych swoich Wojowników (omnomnomnom, SPARTA RZYM TURKOWIE OSMAŃSCY WHATEVER *________*) bo chcę to przeczytać (tak, wiem, że nie mam czasu na czytanie i w ogóle, ale pisz XD) Co ja to miałam... Czekam na nowy! I w ogóle... GDZIE ONI POSZLI?! :O
Oskarku, u mnie nowy, hehe :D
OdpowiedzUsuńNie miej mi za złe parę słów krytyki, zaznaczam ze bardzo lubię twoje opowiadanie, bo inaczej bym je po prostu olała :) Więc jakoś nie czułam opowieści Amandy. Zdziwiło mnie że tak się przed nim otworzyła, ale pewnie w twojej wyobraźni wyglądało to bardziej wiarygodnie. I właśnie chciałabym zobaczyć obraz jaki miałeś przed oczami. Wystarczyłyby przerywniki jak-załamał jej się głos; z trudem przełknęła ślinę, czuła jakby jej serce podeszło do gardła; nie chciała płakać, ale zanim zdążyła coś zrobić, łzy popłynęły strumieniami. Tak przykładowo, po prostu, żeby pokazać jak jej emocje się zmieniały w trakcie opowieści.
OdpowiedzUsuńps: Jak będzie u mnie notka dam ci znać na pewno :)