01 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ SIÓDMY


 Oto rozdział siódmy. Mam nadzieję, że wiele wyjaśnia i pozwoli Wam trochę inaczej spojrzeć na tą tajemniczą trójkę, a szczególnie na Amandę, która chyba nie przypadła nam do gustu. Jeszcze raz proszę, jak przeczytacie, to skomentujcie, bo komentarze, nawet te negatywne, bardzo mnie cieszą ;) Poza tym, to polecajcie mnie, gdzie się da, jeśli się podoba... Ok, czytać, czytać... ;P




             Od kiedy Amanda popłakała mi się, prosząc bym nikomu nie mówił o ich planach, nie rozmawiałem z nią ani razu. Ignorowała mnie. Na przerwach nawet na mnie nie spoglądała, zachowywała się jakby mnie tam w ogóle nie było, tymczasem ja usilnie zastanawiałem się, co zrobić i jak znaleźć okazję, by z nią porozmawiać. Od momentu, kiedy rozmawialiśmy po szkole minęło kilka dni.
            Była sobota. Siedziałem w domu, nie robiąc tak naprawdę nic konkretnego. W sumie, robiłem to co zwykle, siedziałem przed komputerem, trochę rozmyślałem, niekiedy patrzyłem na mapę albo przeglądałem książki na strychu. Było ich tam całe mnóstwo, ale mało tych, które w jakiś sposób mogłyby mnie zainteresować. Większość z nich to biografie i autobiografie jakichś naukowców, odkrywców albo książki ludzi, którzy snuli swoje teorie na temat tego, co mogło ukrywać się w gęstym lesie granicznym.
            Rodzice byli w domu, siedzieli i oglądali jakiś film, nie wiem, chyba kolejne science-fiction o potworach w lesie we mgle. Jasna cholera, las we mgle, las we mgle wszędzie, w książkach, w telewizji i internecie, o niczym innym się nie mówi. Nie żeby specjalnie mi to przeszkadzało, czy gorszyło, ale czasami męczące jest, kiedy słyszysz o lesie i tych, którzy tam poszli kilka razy dziennie. To tak jakbyś oglądał jeden i ten sam film kilka razy… jednak za każdym razem inny.
            W końcu, po długich, nie udanych z resztą poszukiwaniach jakiejś dobrej książki zszedłem ze strychu i postanowiłem pójść do biblioteki, gdzie wybór był większy. Zawsze mogłeś znaleźć tam coś dla siebie, bo zasoby tej biblioteki sięgały aż sześciu tysięcy, o ile się nie mylę. Nie wiem jak to wszystko się tam mieściło, bo szczerze nie wyglądało na to, że jest tego tak cholernie dużo.
            Ubrawszy się więc szybko, wyszedłem z domu i pomknąłem przez jedną z większych ulic Saint Adams, na której mieszkałem. Wyglądała ona w ten sposób, że po środku puszczono dwupasmówkę, a po bokach na ładnym, wyłożonym kwadratowymi cegiełkami chodniku, w kwadratowych dziurach z ziemią postawiono ładne drzewa. Teraz wszystkie liście praktycznie już opadły, bo od zimy dzieliło nas zaledwie kilka dni, ale wiosną, zielone liście robiły niesamowity efekt.
            Doszedłem do biblioteki, przywitałem się z panią, która stała za biurkiem i pomknąłem schodami na górę, gdzie znajdował się dział pod tytułem Kontrowersyjne.  Kiedy znalazłem się już u góry, przejrzałem jakieś tytuły i wiedziałem co wybrać, kiedy zobaczyłem tytuł Kiedy przeczytasz, twój światopogląd runie. Lubię takie książki, w ogóle wszystko, po którego obejrzeniu masz mózg w dupie przez kolejne kilka dni.
            Wypożyczyłem książkę i poszedłem do domu.
           
*

            Wiedziałem, że to znakomita okazja, by pogadać.
            Amanda siedziała sama na murku, słuchając muzyki. Miała zamknięte oczy i była zamyślona, jak mi się wydawało. Musiała urwać się z ostatniej lekcji, bo nie było jej.
            Było zimno. Zima dawała nam jasne znaki, że nadchodzi, ale śnieg jeszcze nie padał. Nie lubiłem zimy. Denerwowało mnie, że głupie wyjście do sklepu zmuszało mnie do tego, by ubierać się pół godziny, a potem rozbierać, gdy wracam. Zerwał się wiatr, który uczucie zimna jeszcze spotęgował. Amanda siedziała tylko w grubym swetrze.
            -Cześc – powiedziałem, siadając koło niej na murku.
            Nic nie powiedziała. Spojrzała na mnie, chwilę poczekała i wyciągnęła słuchawki z uszu.
            -Cześc – westchnęła. –Mówili coś, że uciekłam?
            Ucieszyłem się. Nie wiem czemu, może dlatego, że nie rzuciła żadnej chamskiej odzywki ani nie kazała mi spierdalać i się nią nie interesować.
            -Nie, nic. Nic cię też specjalnie nie ominęło, same pierdoły.
            Słabo się uśmiechnęła.
            -Chciałeś coś? – spytała.
            -W sumie, tak. – odparłem. –Wiem, że nie chcesz ze mną o tym rozmawiać i przypuszczam, że zaraz wściekniesz się i powiesz, żebym się nie wpieprzał w moje sprawy. Nie zamierzam cię powstrzymywać, nie zamierzam nikomu mówić. Chcę tylko żebyś powiedziała mi, dlaczego to robicie, jaki jest powód.
            Milczała. Przez chwilę spoglądając na mnie, potem odwróciła wzrok i spojrzała przed siebie.
            -Bo nie potrafię znaleźć sensu życia, wiesz? – powiedziała. –Może nie brzmi to jak przemówienie, ale nie potrafię znaleźć czegoś na tym pierdolonym świecie, dla czego mogłabym żyć.      Na chwilę zamilkła, lecz zaraz kontynuowała.
            -Kiedyś myślałam jak nastolatka. Snułam plany na temat tego kim w życiu będę, że wyjdę z przystojnego i mądrego mężczyznę, że będą kobietą sukcesu… ale dorosłam i nic nie jest już takie jak było.
            -Co się stało? – spytałem trochę nieśmiało.
            -Miałam wtedy czternaście lat – powiedziała. –Siedziałam w pokoju i pisałam kolejny wpis w pamiętniku. Pisałam, że jestem szczęśliwa, że mam w miarę wszystko to, co jest mi niezbędne. Leżałam na łóżku. Wtedy ktoś otworzył drzwi mojego pokoju. Ojciec. Zazwyczaj nie robił problemów, ot, ojciec jak ojciec: pracował, popijał piwo, czytał gazety, nienawidził gejów i buntujących się nastolatków. Wszedł i zapytał co robię. Chwilę rozmawialiśmy, ale coś nam się nie kleiła rozmowa. Poprosiłam, żeby dał mi trochę spokoju, bo chciałabym dokończyć wpis. W tym momencie położył mi rękę na kolanie. – z jej oczu popłynęła łza, a głos stał się mniej wyraźny. –Odepchnęłam go, ale właśnie w tym momencie posunął rękę wyżej i stał się bardziej agresywny. Zaczęłam się bronić, ale on był silniejszy. Przytrzymał mnie i zaczął rozbierać. Krzyczałam, ale wiedziałam, że na nic się to nie zda, bo matka wyszła, miała dyżur w szpitalu. Rozebrał mnie niemal do naga, a potem sam się rozebrał. Płakałam, krzyczałam i próbowałam się bronić… nie chciałam się poddać, ale nie dawałam rady i w końcu to zrobił. Śmiał się przez cały czas, kiedy to robił, a ja płakałam, płakałam jak jeszcze nigdy wcześniej.
            Amanda skończyła opowieść i popłakała się na dobre. Nie wiedziałem co mam zrobić. Niezbyt śmiało objąłem ją ręką.
            -Przepraszam, nie wiedziałem, że…
            -Nikt nie wiedział. – powiedziała przez łzy. –Jesteś pierwszą osobą, której to mówię. Nie potrafiłam powiedzieć o tym nikomu.
            -Przykro mi, naprawdę.
            -Potem powiedziałam matce – kontynuowała opowieść. – Ale ona mi nie uwierzyła. Dostałam od niej w twarz za to, że mówię takie rzeczy i kazała mi wrócić do pokoju, a przed tym przeprosić ojca. Nie zrobiłam tego, tylko powiedziałam matce, że jej nienawidzę.
            Nie wiedziałem co powiedzieć. Wiedziałem, że ma jakiś powód, dla którego ucieka, ale nie sądziłem, że będzie to coś takiego. Żałowałem, że spytałem. Chciało mi się płakać, ale musiałem jeszcze o coś zapytać.
            -A Natan i Patrick? – spytałem.
            -Natan stracił ojca. Ojciec Natana miał porachunki z mafią w Ferynburgu. Bardzo go kochał, bo był jedyną osobą, która tak naprawdę kochała jego. Matka ćpa. – powiedziała. –Patrick jest gejem. Kilka miesięcy temu powiedział o tym rodzicom. Jego ojciec wściekł się i pobił go, a matka wyzwała od pedałów i ciot. Jest zmuszony by z nimi mieszkać, a oni są zmuszeni, żeby go nie wyrzucać, bo nie ma jeszcze osiemnastki. Mówi, że codziennie, kiedy przychodzi do domu, jest wyzywany, a co jakiś czas dostaje w twarz ze słowami od ojca: „Może ci w ten sposób pedalstwo z głowy ucieknie”. Chciał się zabić, ale nie pozwoliliśmy mu z Natanem.
            -Nie wiedziałem, że macie tak poważne problemy. Bardzo mi przykro, nie wiem co mam powiedzieć. – rzekłem.
            Po tym co usłyszałem, nie wiedziałem jak mam się zachować. Nie sądziłem, że mogło przydarzyć im się coś takiego. Było mi ich żal, tak cholernie żal, że ledwo powstrzymałem się od płaczu. W tym momencie nie dziwiłem się ani trochę, że chcą uciec. Ja zrobiłbym to dawno.
            -Jeśli coś poszłoby nie tak – powiedziała. –Będziemy musieli wrócić do domów, a tego byśmy nie znieśli. Nasz plan musi być idealny.
            -Kiedy uciekacie? – spytałem.
            -Konkretnej daty nie mamy. Wiemy tylko, że za około miesiąc. Wolelibyśmy, żeby była to wiosna, ale nie chcemy czekać tak długo, bo z każdym dniem coraz bardziej odechciewa nam się żyć. – powiedziała. –Rzygać mi się chce, kiedy widzę jego mordę. Matka każe mi być dla niego dobrą, za to, że go tak niesłusznie oskarżyłam. Idiotka.
            -Tego nie da się już naprawić? – zapytałem. –Nie możecie jakoś spróbować? Porozmawiać z nimi? Wiem, pewnie jestem śmieszny, ale naprawdę, nie da się tego jakoś odkręcić?
            Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
            -Ja nie chcę niczego zmieniać. – powiedziała. –Myślę, że oni też. To już nigdy nie będzie takie samo jak było. A ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym żyć w zgodzie z kimś takim. Nienawidzę go. Kiedyś chciałam go nawet zabić.
            Potem już nic nie mówiliśmy. Amanda płakała, ja siedziałem koło niej, lekko ją obejmując. Nie myślałem o niczym. Było mi smutno jak nigdy wcześniej. Nie, teraz już całkowicie nie dziwiłem im się, że chcą uciec, teraz wszystko zrozumiałem. Było zimno.
            -Chodźmy – powiedziałem. –Robi się coraz zimniej.
            Zeszliśmy z murku przed szkołą i skierowaliśmy się drużką w stronę głównej ulicy.
            Po chwili i ja się popłakałem.


4 komentarze:

  1. Wybacz Oskarku (mogę tak mówić? ;o), ale nie przeczytała notki, ale nadrobię to w najbliższym czasie. po prostu źle się czułam.
    Zaczęłam jednak pisać opowiadanie o tematyce fantastycznej i przygodowej, może Ci się spodoba :) http://lies-of-our-civil-wars.blogspot.com/
    Zapraszam, a notkę przeczytam najprawdopodobniej jutro.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam!
    Biedna Amanda ;c serio... ale i tak najbardziej szkoda mi Patricka ;c Kurczę, też się popłaczę! TYLE SMUTKU! TY BRUTALU! :OOO
    Dobra, co ja miałam... parę błędów było w sensie interpunkcji, ale nie będę się czepiać ;o BO MI SIĘ NIE CHCE MUAHAHAHAHAH (och, jaka ja jestem zua i okrutna!)(znowu pieprzę od rzeczy -.-)
    Lubię jak piszesz. Takie to... *__________* o, takie XD
    I pisz tych swoich Wojowników (omnomnomnom, SPARTA RZYM TURKOWIE OSMAŃSCY WHATEVER *________*) bo chcę to przeczytać (tak, wiem, że nie mam czasu na czytanie i w ogóle, ale pisz XD) Co ja to miałam... Czekam na nowy! I w ogóle... GDZIE ONI POSZLI?! :O

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miej mi za złe parę słów krytyki, zaznaczam ze bardzo lubię twoje opowiadanie, bo inaczej bym je po prostu olała :) Więc jakoś nie czułam opowieści Amandy. Zdziwiło mnie że tak się przed nim otworzyła, ale pewnie w twojej wyobraźni wyglądało to bardziej wiarygodnie. I właśnie chciałabym zobaczyć obraz jaki miałeś przed oczami. Wystarczyłyby przerywniki jak-załamał jej się głos; z trudem przełknęła ślinę, czuła jakby jej serce podeszło do gardła; nie chciała płakać, ale zanim zdążyła coś zrobić, łzy popłynęły strumieniami. Tak przykładowo, po prostu, żeby pokazać jak jej emocje się zmieniały w trakcie opowieści.
    ps: Jak będzie u mnie notka dam ci znać na pewno :)

    OdpowiedzUsuń